Róż do policzków Sephora – recenzja

wpis w: Makijaż, Recenzje | 0

5-jesiennych-49

Przed Świętami pokazywałam Wam kalendarz adwentowy Sephora (klik) i pisałam, że jego zakup wcale nie wydaje mi się wyrzuceniem pieniędzy w błoto, ponieważ skrywa kilka całkiem ciekawych pozycji.

Przez ten czas, jaki upłynął od jego zakupu, miałam okazję przetestować wszystkie z produktów, które mnie wtedy zaciekawiły.

Dziś opowiem wam o tym, z czym wiązałam największe nadzieje, o różu do policzków marki Sephora. Jeśli jesteście ciekawi, jak spisały się pozostałe produkty, dajcie znać w komentarzu. Przygotuję dla Was kolejne posty na ten temat.

Róż do policzków Sephora

Róż, który ja posiadam jest w kolorze „Sweet on you”. Kolor bardzo mi się podoba, podobnie jak jego nazwa (:P) Jest to odcień zgaszonego różu złamanego pomarańczą. Zarówno w pudełku, jak i na twarzy, wygląda bardzo naturalnie, nie za ciepło, ale też nie zbyt chłodno. Wydaje się produktem odpowiednim dla większości, a jak się domyślacie, w swojej pracy bardzo lubię takie produkty.

img_7351

Kolor ten i ten róż już jakiś czas temu wpadły mi w oko, głównie z powodu tej uniwersalności. Ogromnie się więc ucieszyłam, że to właśnie TEN kolor różu znajduje się w kalendarzu.

Jak się być może domyślacie, natychmiast musiałam go wypróbować na swojej twarzy. Oto wyniki moich testów i obserwacji.

Pigmentacja

Róż nie jest mocno napigmentowany. Powiedziałabym wręcz, że jego pigmentacja jest słaba. Można uznać to za minus, ale taki stan ma też niewątpliwie swoje plusy.

img_7345

Niezaprzeczalnym plusem słabego nasycenia kolorem jest fakt, że trudno tym różem zrobić sobie krzywdę w postaci kolorowego placka. Nawet w przypadku zbyt mocnego, nieuważnego przyłożenia pędzla do policzka. Miejscowy nadmiar kosmetyku, choćby się pojawił, to jest łatwy do roztarcia klasycznym pędzlem.

Kolejny plus jest taki, że można nim budować efekt, jaki chcemy osiągnąć. Od lekkiego, niemal niezauważalnego muśnięcia policzków po wyraźniejszy akcent.

Zawiedzie się jednak ktoś, kto od tego kosmetyku będzie oczekiwał zdecydowanego efektu, godnego makijaży scenicznych. Tym różem sceny nie podbijecie.

Blendowanie

Jak już wspomniałam wyżej, kosmetyk świetnie się rozciera. Jest to efekt niskiej pigmentacji, ale nie tylko. Kosmetyk dobrze wtapia się w skórę i potrafi wręcz rozpłynąć się w niebyt tam, gdzie potrzeba. Pracuje się nim naprawdę przyjemnie i nie sprawia żadnych problemów.

Wykończenie

To co mi się najbardziej spodobało w tym kosmetyku, zaraz obok koloru, to wykończenie jakie daje na skórze.

Początkowo myślałam, że kosmetyk jest matowy. Jednak, gdy otworzyłam pudełko, moim oczom ukazały się małe złote drobinki. Trochę mnie to zbiło z tropu, bo blask mimo wszystko nie jest uniwersalny. Okazało się jednak, że na twarzy efekt jest bardzo dobry. Nie świeci się , ale daje efekt delikatnej poświaty, satynowego wykończenia. Rezultat jednocześnie nie jest ani trochę nachalny. Policzki muśnięte różem wyglądają po prostu świeżo i promiennie.

img_7322

Trwałość

Porównując trwałość tego kosmetyku do profesjonalnych marek, jest słabiej. Na pewno nie jest to produkt, który przetrwa krew, pot i łzy. Tym niemniej uważam, że do codziennego użytku jego trwałość jest przyzwoita. Malując się nim rano, późnym popołudniem nadal miałam go na twarzy. Może był trochę bledszy i spokojniejszy, ale był. Do dziennego, a nawet klubowego makijażu wystarczy. Tym niemniej uważam, że napis „long lasting” na opakowaniu, to stwierdzenie nieco na wyrost.

Podsumowanie

Róż marki Sephora w odcieniu „Sweet on you” to produkt na co dzień dla każdej dziewczyny. Jego uniwersalność przejawia się nie tylko w kolorze, ale również w tym, że bez problemu będzie służył każdej z nas. Młodszej i starszej, wprawnej w sztuce makijażu i tej mniej biegłej, na dzień jaki i na imprezkę w klubie.

img_7339

Efekt jaki nim uzyskacie będzie naturalny i nienachalny.

Nie jestem jednak przekonana,  czy to dobry produkt do profesjonalnych makijaży. Z całą pewnością nie znajdzie zastosowania w makijażach fotograficznych i scenicznych. Być może sprawdziłby się w makijażach ślubnych, ale na dzień dzisiejszy obawiam się o jego trwałość. Na pewno poddam go dalszym testom z użyciem utrwalaczy i baz.

Mimo to, jestem bardzo zadowolona, że wspomniany róż wpadł w moje ręce. Już trafił na stałe do zestawu moich codziennych kosmetyków i na co dzień gości na mojej twarzy.