Kosmetyczka vs kufer wizażystki

5-jesiennych-46

Jestem wizażystką mobilną. Pracuję głównie w domach swoich klientek.

Ma to niewątpliwie swoje plusy, ale ma też wiele minusów. Jednym z nich jest (a w zasadzie była, ale o tym za chwilę) konieczność dźwigania ciężkiego kufra wizażystki od jednej klientki do drugiej.

Ciężki kufer to na prawdę niemały problem dla makijażystek. Często trzeba przejść spory kawałek od parkingu do miejsca w którym czeka na nas klientka. Często również się zdarza wnosić te ciężary na 4 piętro (nie daj Boże jak w wyższych budynkach popsuje się winda).

Drugą sprawą jest organizacja w tradycyjnym kufrze wizażystki. Mimo, że teoretycznie miejsca w nim sporo, to jakoś dziwnie ciężko w nim poukładać kosmetyki zgodne z jakąś logiką. W efekcie trudno nam utrzymać porządek podczas pracy.

Dlatego postanowiłam poszukać innego rozwiązania i kupiłam w miejsce kufra wizażystki dużą kosmetyczkę. Przeczytajcie jak się sprawdza w praktyce.

Kosmetyczka, choć duża, to zdecydowanie ustępuje wielkością kuferkowi. Musiałam się więc nieźle nagimnastykować, żeby upchnąć w niej wszystko czego potrzebuję. Dodatkowo, za punkt honoru postawiłam sobie poukładać wszystko tak, aby utrzymać maksymalny porządek podczas pracy.

Podkłady i korektory musiały więc znaleźć się razem, podobnie jak wszystkie kredki (osobno do oczu, osobno do ust) i pomadki. Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę niczego panicznie szukać.

Tak, zdaję sobie sprawę, że mogłam wybrać nieco większą kosmetyczkę, ale ponieważ lubię wyzwania, nie lubię zbyt dużo dźwigać i chciałam co nie co oszczędzić, postanowiłam spróbować.

img_5914

img_5915

Po tym przydługim wstępie, zobaczcie jak tego dokonałam.

Jak udało mi się spakować kufer wizażystki do kosmetyczki?

Ograniczenie ilości kosmetyków do minimum

Pierwszym krokiem do przepakowania się z kufra wizażystki do kosmetyczki, było zrobienie porządku w kosmetykach. Przejrzałam wszystkie swoje cienie, zrobiłam swatche i okazało się, że noszę po kilka identycznych odcieni. To niebywałe odkrycie pozwoliło mi zrobić miejsce w palecie na te kolory, które miałam w osobnych pudełkach. W palecie z cieniami zmieściłam też noszone osobno róże w kremie. W ten sposób pozbyłam się 6 małych pudełeczek.

img_5935

img_5934

img_5927

Kolejną rzeczą, którą zrobiłam, to rezygnacja z dużej ilości podkładów. Odkryłam, że podkłady, które najszybciej mi schodzą, to średnie odcienie chłodne i neutrealne. Ograniczyłam się więc do 4 odcieni. Jeden, to kolor bardzo jasny, alabastrowy wręcz, dla osób bladych. Rzadko zdarza mi się go używać, ale są dziewczyny o cerze tak jasnej. Kolejny podkład jest w tonacji ciepłej i ciemnej, dla dziewczyn, które często korzystają z solarium lub szybko i mocno się opalają.

Dwa pozostałe odcienie to neutrealne barwy, które stapiają się z większością kolorów cery. Jeden jasny, drugi stosunkowo ciemny (MAP 2B i 4B). Za pomocą tych dwóch podkładów, czasem z niewielką pomocą dwóch pozostałych jestem stanie stworzyć kolor wymagany w danej sytuacji.

img_5931

Ponieważ podkłady, których używam, zapewniają dobry poziom krycia, nie noszę palety korektorów. W zasadzie i tak jej nie używałam. W mojej nowej kosmetyczce został jedynie mocniej kryjący korektor o żółtawym odcieniu oraz 2 jasne lekkie korektory rozświetlające.

Akcesoria pomocne w organizacji

Kolejną rzeczą, którą zrobiłam, to inwestycja w akcesoria pomocne w utrzymaniu porządku.

Inwestycja w tym przypadku, to słowo zdecydowanie na wyrost. Rzeczy, które kupiłam były wręcz śmiesznie tanie, ale pomoc jaką przyniosły, nie do przecenienia.

Osłonki na pędzle 2 op., koszt łączny 10zł

Broniłam się przed tym zakupem rękami i nogami, uważając go za zupełnie zbyteczny wydatek. Ale wreszcie uległam modzie, wszak to żaden pieniądz, a skoro wszyscy chwalą, to może jest coś na rzeczy.

Nie żałuję, osłonki dobrze trzymają włosie pędzla, ale posłużyły mi też do innych celów. Umieściłam w nich bowiem jednorazowe patyczki, które bardzo przydają się w makijażu. Dotychczas nosiłam całe opakowanie, co oczywiście zajmowało odpowiednią ilość miejsca. Teraz mam ich dokładnie tyle ile potrzebuję i nie obawiam się, że się zabrudzą lub zginą gdzieś między kredkami a podkładami.

img_5936

Myślę, że takie osłonki można wykorzystać do organizacji na milion sposobów. Można umieścić w nich jednorazowe grzebyczki do rozczesywania rzęs, kredki, konturówki lub inne drobiazgi.

Woreczki strunowe, szt 3, koszt 0

Ja swoje kredki i konturówki postanowiłam umieścić jednak gdzie indziej. Mianowicie w woreczkach strunowych, na które nie wydałam ani złotówki. Jak to możliwe? Otóż w tego typu woreczkach zapakowane były wspomniane wyżej osłonki na pędzle oraz kilka pędzli, które ostatnio kupiłam.

Do tych właśnie woreczków zapakowałam swoje kredki i konturówki. Osobno do oczu i osobno do ust. Wykorzystałam do tego 3 woreczki, a resztę odłożyłam jako zabezpieczenie dla dalszych zakupów.

img_5923

Do jednego woreczka zmieściło się 5 kredek. Wszystkie leżą płasko, nie przesuwają się ani w pionie, ani w poziomie. W ten sposób bez problemu mogłam położyć je na paletkach z cieniami.

Butelki podróżne, koszt 10zł

Ponieważ niemal na każdy makijaż wożę płyn do dezynfekcji pędzli, a butelka z płynem jest stosunkowo duża, kupiłam butelkę podróżną z atomizerem. Odpowiednią ilość płynu przelałam do butelki i znowu miejsce zaoszczędzone.

Butelkę kupiłam w zestawie z jeszcze kilkoma innymi, które na razie mi się nie przydały. Stąd ta cena. Ale butelkę można kupić również pojedynczo, więc koszt na pewno spadnie.

Pojemniki na próbki, koszt nie pamiętam

Pojemniki na próbki, kupiłam już dawno temu, kiedy zdarzało mi się odsypywać klientkom puder, lub podkład. Zaprzestałam tych praktyk, a pojemniki zostały. Teraz przydały się idealnie na pomadki.

Tak, zniszczyłam wszystkie pomadki w ulubionych kolorach i przepakowałam je do słoiczków. W ten sposób po raz kolejny oszczędziłam miejsce, ale również nie muszę odkręcać każdej po kolei w poszukiwaniu odpowiedniego koloru.

img_5925

Zastanawiałam się też nad zakupem patelki tanich pomadek i przepakowanie do niej swoich.Jednak paletki były zazwyczaj zbyt grube jak na moje potrzeby i koszt również byłby wyższy.

I to już chyba cały sekret mojego kufra wizażystki, który zmieściłam w kosmetyczce.

Jednak, jeśli mam być z wami całkiem szczera, nie wszystko udało mi się upchnąć. Pędzle, chusteczki do demakijażu, żel do dezynfekcji rąk, wodę termalną oraz suche chusteczki higieniczne wożę po prostu w torebce.

Można więc uznać, że eksperyment udał się częściowo. Tym niemniej i tak jestem bardzo zadowolona. Wielkość, ciężar są teraz dwa razy mniejsze, a całkowity koszt zmiany wyniósł 100zł.

Jestem ciekawa, co Wy myślicie o tym rozwiązaniu. Czy macie swoje sposoby na organizację kosmetyków. Czy zmieściłybyście się również do podobnej kosmetyczki? Czy jednak Wasze podstawowe zasoby kosmetyczne nie dałyby się upchnąć na takiej powierzchni? Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze.

Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie wartościowy, proszę podziel się nim na swoich mediach społecznościowych. Będzie mi bardzo miło.

 

 

 

  • Moja znajoma jest też mobilną wizażystka i faktycznie taki kuferek jest ciężki. Grunt że znalazłaś praktyczne rozwiązanie i myślę że znaleźć odpowiednie rzeczy będzie znacznie łatwiej 😀

    • Trzeba oszczędzać plecy. Pokaż znajomej, może jej też się spodoba pomysł z taką kosmetyczką. Pozdrawiam

  • Świetny pomysł nie tylko dla wizażystki 🙂 Czasami chce się zabrać więcej kosmetyków w podróż i jest problem 🙂